Wrażliwość i fantazje

Agata Tuszyńska napisała historię Józefiny Szelińskiej - jedynej kobiety, która naprawdę i na tak długo zbliżyła się do Brunona Schulza, płacąc za tę bliskość ogromną cenę. Ten jej status cywilny po wojnie, bolesne słowo "samotna" - on odzwierciedla, kim naprawdę była, jaka się stała i komu poświęciła całą siebie. W gruncie rzeczy mamy tu biografię kobiety, której życie zostało przez Tuszyńską określone mianem "losu cienia". Podczas lektury odnosi się wrażenie, iż trudno ustalić, o kim jest ta książka. Kto jest przedmiotem, a kto podmiotem opowiadania... To bowiem rzecz o Schulzu z innej perspektywy, kolejna książka o nim, być może bardzo intymna, jedna z intymniejszych. To także, a może przede wszystkim, narracja... o samej Tuszyńskiej, odzwierciedlająca jej punkt widzenia i wrażliwość, kiedy z nielicznych materiałów źródłowych tworzy zapierającą dech w piersiach rozmachem i poetyckością opowieść o trudnej relacji i pamięci po niej. Odczytuje fotografie, szkice, analizuje po swojemu listy, wkrada się jako trzecia w ten skomplikowany romans. Szelińskiej jest tu jakby najmniej. Sam tytuł świadczy przecież o punkcie ciężkości tej narracji. Tuszyńska stara się zrekonstruować losy samego Schulza, a do jego tragicznej biografii dopisać z pamięci opowieść o tej, która tak naprawdę nigdy nie była blisko twórcy, mając go w sercu do ostatnich chwil życia, gdy nie znalazła już sił i motywacji, by doczekać setnej rocznicy urodzin pisarza i grafika.

Jakkolwiek patrzeć na tę książkę, z pewnością ujmuje swą perspektywą badawczą. Tuszyńska wchodzi w bardzo intymne sfery, by nie tyle odedrzeć je z tajemnicy, ile nadać nowe znaczenie tym faktom, wokół których budowane są jej fantazje. W gruncie rzeczy - jeśli ponownie spojrzeć na tytuł - najciekawszy wydaje się czwarty, ostatni rozdział książki. Lata 1933 - 1937, kiedy Szelińska jako Juna była u boku Schulza muzą i wsparciem, poddane są faktograficznemu porządkowi. Lata, w których Juna musiała nieść w sobie nieznośny ciężar minionego związku, to już pełna niedopowiedzeń i zaskakująca historia borykania się z trudną pamięcią. Bo przecież wszystko mogłoby potoczyć się inaczej. Czas po rozstaniu, w wojennej zawierusze, gdy Schulz próbował nawiązać z Szelińską kontakt. To była taka rozpaczliwa próba, kartka wysłana z piekielnej otchłani. Co stałoby się, gdyby za tymi kilkoma dramatycznymi słowami stała chęć i determinacja, by wyrwać się z ogarniętego wojną Drohobycza? Wszyscy wiemy jednak, że Schulz na swój Drohobycz był skazany - to taka skomplikowana zależność człowieka i miejsca, wrośnięcie i niemożność opuszczenia, prowincjonalna duchota oraz pragnienie pozostania w niej... właśnie dla spokoju ducha.

Wydarzyło się, co się wydarzyło. Kochankowie ostatecznie rozstali się w 1937 roku, a Juna przypłaciła ten dramat próbą samobójczą. Ona od początku czuła, że nie wydostanie Schulza z Drohobycza, ze sfery jego wyobrażenia i tego środka świata, w którym czas płynął zupełnie inaczej niż gdzie indziej. Z nim była w pełni szczęśliwa przez krótki okres. Nie jest to dziwne. Nie chodzi o to, że dzieliła ich różnica kilkunastu lat. Chodziło o światy, w jakich żyli. Tuszyńska, świetnie wychwytując pewne niuanse z faktów i budując z nich dynamiczną opowieść, podkreśla najpierw ten zachwyt stanem dostępu do wyobraźni geniusza, a potem rozczarowania płynące z poznawania skrytych potrzeb Schulza, którym Szelińska nie była w stanie wyjść naprzeciw. Nauczycielka z powołania i belfer z wielką niechęcią do szkoły, w której pracuje. Kobiecość, która dopiero w tym związku była skłonna zaakceptować własną wartość, i deprecjonowanie miłości przez sztukę, wyznania, niepokojące grafiki Brunona i tę jego czułość na granicy z wyobcowaniem. Temu ostatniemu Juna nie była w stanie zapobiec. Jej prosta miłość i przywiązanie nie były tym, co można było zaoferować Schulzowi - by wydobyć go z miejsca, z którym tak fatalnie się zrósł, i ze sfery mrocznych wyobrażeń, niedostosowania, wiecznego lęku i przygnębienia. Agata Tuszyńska nakreśla okoliczności rozstania szczególnie dokładnie, byśmy mogli sami zdecydować, kto w tym związku szybciej odpuścił i dlaczego tak się stało. Potem już tylko koszmar wojny i upokarzające sposoby dostosowania się do niej, by przeżyć. Juna po wojnie zamyka pewien rozdział życia, ale później trafia na Jerzego Ficowskiego, który ponownie rozpala pamięć i powoduje, że niezwykły związek zaczyna znowu żyć w pamięci Szelińskiej. Ma wówczas bardziej destrukcyjną moc niż obecność wycofanego Schulza będącego tuż obok...

Niezwykły związek Tuszyńska określa mianem "żywiołu niespełnienia". Moc tego żywiołu nigdy nie wygasła w duszy Juny. Wspomniany ostatni rozdział to najwyraźniej zarysowane próby rekompensowania sobie braku Schulza od wojny po czas, w którym pozostaną jedynie wątpliwości i niezrozumienie motywacji - własnych i jego. Bohaterka tej książki pozostanie tragiczna i osobna do końca swego życia. Samotność Szelińskiej określa nie tylko tęsknota, gorycz niespełnienia czy poczucie, że być w może w którymś momencie zawiodła swego ukochanego. To czas, w którym oddalanie się od ludzi i życia idzie w parze z rozpaczliwymi próbami wzniecania namiętności, jakie wygasły i pozostawiły ślady. To historia mierzenia się już z samą sobą. Dojrzewania do tego, by zobaczyć drohobyckiego kochanka w innym świetle, w pełniejszym zarysie.

"Narzeczona Schulza" to opowieść o związku, w którym nic nie było banalne, przewidywalne, nic nie ocierało się o prozę życia, tak bardzo przecież determinującą działania przed drugą wojną światową i po niej. To alternatywna historia miłosna, która w takim kształcie jak opisany nigdy się nie wydarzyła, a wyszła z wyobraźni czułej badaczki śladów. Tuszyńska od początku do końca opowiada w tej książce o swoich odczuciach, prezentuje własne fantazje, kreśli sytuacje niemożliwe i wybiera je z możliwości życia Schulza i Szelińskiej. Gdyby jasno można było określić, o kim jest ta historia, mielibyśmy ten komfort określenia książki mianem znakomitej. A może autorce właśnie o to chodziło, by nie dało się wyodrębnić i nazwać jednego punktu widzenia, bo opisane dramaty to składowe czegoś większego, formy życia złożonej z okoliczności i przypadku. To książka o możliwościach, jakie czasem daje nam życie, i o niemożności wyjścia poza siebie, by je naprawdę wykorzystać. Smutna, wzruszająca i intrygująca opowieść.