Rodzinna historia lęku

Gazeta Wyborcza, Michał Olszewski

„Rodzinna historia lęku” to nie jest pierwsza książka, która opowiada o nierozwikłanym splocie polsko-żydowskich zależności. Tym razem jednak pokazuje go przede wszystkim na poziomie najbardziej intymnym – rodzinnym.
(…) Tuszyńska przede wszystkim snuje opowieść o odzyskiwaniu własnej tożsamośći, o rekonstruowaniu tego, co dla większości czytelników może się wydać oczywiste – losów własnej rodziny, przodków, ciotek, babek, stryjków. Jeździ po kraju, do Łęczycy, za Łochów, przemierza polski pejzaż w poszukiwaniu świadectw, zdjęć, potrzaskanych macew, okruchów przeszłości. Jest coś niedzisiejszego w tych badaniach, drzewach genealogicznych, w uporze, z jakim autorka wymienia nazwy ulic, koligacje rodzinne, szczegóły strojów zarówno polskiej, jak i żydowskiej gałęzi jej rodziny. Jakby zdawała sobie sprawę z tego, że dobrze udokumentowana przeszłość wypełniona prywatnymi historiami pozwala schronić się przed bezdomnością czasu teraźniejszego.

„Rodzinna historia lęku” jest znakomitą lekcją wierności własnym korzeniom i rodzinnej mitologii. Każdy szczegół ma tym większą wartość, że był skazany na zniszczenie, a z drugiej strony, co paradoksalne, walka z amnezją nie przynosi ulgi – razem z wiedzą o drzewie genealogicznym pogłębia się gorzka świadomość osobności dwóch żyjących na tej samej ziemi narodów.

Midrasz, Andrzej Sitek

„Rodzinna historia lęku” Agaty Tuszyńskiej to fascynująca książka, będąca zapisem przeszłości autorki i jej żydowskiej rodziny. Rodzinna saga wymagała nowatorskiego podejścia, bo w polskim piśmiennictwie wciąż mało jest podobnych literackich wzorów. Autobiografii mamy mnóstwo, ale familiografie to rarytas. Tym razem mamy do czynienia z połączeniem autobiografii z familiografią.

Magazyn Literacki Książki, Piotr Dobrołęcki

Ekshibicjonizm jest zazwyczaj męczący, czasem powoduje nizdrowe emocje wśród czytelników, ostatnio jest modny, chociaż to nie wynalazek naszych czasów, tylko nasze czasy znacznie bardziej prowokują do obnażania swoich przeżyć, uczuć, odczuć i emocji. Jednak w przypadku nowej książki Agaty Tuszyńskiej odsłanianie własnego życia, i życia jej bliskich, jest głęboko uzasadnione. Bez takiego zabiegu jej książka nie miałaby tej ogromnej siły jaką emanuje.

(…)Dzięki wybornemu warsztatowi historycznemu i literackiemu autorki otrzymujemy obszerną sagę rodzinną. Z pewnością jest to saga, która może przypominać wiele innych opowieści rodzinnych, bo to jest w końcu dla kilku ostatnich pokoleń żyjących w Polsce opowieść nie tak wyjątkowa, lecz nie każda rodzina  ma tak utalentowanego biografa jak przodkowie Agaty Tuszyńskiej.
Powstała książka, która w moim odczuciu, może być niezwykle ważnym punktem odniesienia w toczącej się i niekończącej debacie polsko-żydowskiej, książka do której będzie się wracać i powoływać na nią, może nawet tak ważna jak Jana Błońskiego „Biedni Polacy patrzą na getto”.

Nowe Książki, Małgorzata Baranowska

„Rodzinna historia lęku” Agaty Tuszyńskiej jest książką ważną. Głosem autorki odzywa się nowe pokolenie, już kolejne, na którym Holocaust odcisnął swoje piętno. A przecież autorka urodziła się długo po wojnie, bo w roku 1957.
W dodatku opowieść te cechuje coś, co jedni nazwaliby odwagą, inni uznali za rzcz dość krępującą tutaj, w Polsce, gdzie nie ma zwyczaju wyciągania tajemnic żyjących członków rodziny naświatło dzienne, niezależnie od ich rodzaju. A cóż dopiero, gdy chodzi o żydowskie pochodzenie matki. Cała książka o tym mówi: o szoku, jakim było dowiedzenie się o nieznanej rodzinnej historii, o szoku przekształcania się autorki z osoby, która świetnie znała własny życiorys, ale nie znała żadnych Żydów, w córkę Żydówki.

Ryszard Kapuściński

"Rodzinną historię lęku", nową książkę Agaty Tuszyńskiej, można czytać i definiować różnorodnie. Jest ona rodzajem sagi rodzinnej z wielką pieczołowitością odtworzonej przez autorkę. Jest opowieścią - rozdziałem z historii stosunków polsko-żydowskich, napisanej na przykładzie doświadczenia własnego i jej rodziny. Jest reporterską wyprawą w przeszłość, z próbą odpowiedzi na pytanie - co z tej przeszłości zostaje w naszej pamięci, w naszych wspomnieniach i świadomości.
Ale "Rodzinna historia lęku" jest jednocześnie, jest zarazem, a może nawet przede wszystkim (i na tym aspekcie książki chciałbym się zatrzymać) literacką relacją z poszukiwać własnej tożsamości.
(…)Autorka podejmuje jeden z najbardziej dramatycznych tematów naszego czasu: jak współistnieć, współ-być z Innym, tym innym zewnętrznym, ale także, i a może nawet, przede wszystkim - wewnętrznym. Chce więc ustalić własną tożsamość. Odpowiedzieć na pytanie - w jakim stopniu Ja składa się tylko, z wyłącznie mojego, immanentnego jestestwa, a w jakim pochodzę od mojej rodziny, przodków i otoczenia ludzi, którzy istnieli wokół mnie na przestrzeni dotychczasowego życia. Jakie są tu proporcje, zależności, a także - czy i jak się zmieniają. W tym celu autorka wybiera trop podstawowy - swoją rodzinę, ale rodzinę, która sama jest sprzecznością, ma różne korzenie. Autorka śledzi losy jej członków, tych, których istnienie była w stanie ustalić, o których mogła się czegoś dowiedzieć.
Książka jest o tych trudnych, zawiłych dociekaniach, o zagadkach i niejasnościach, jakie piętrzą się przed autorką, o jej nieustępliwości i pasji wręcz reporterskiej.


Newsweek, Piotr Bratkowski

(…) Tym co sprawia, że biografia Tuszyńskiej jest książką wybitną oraz – w obszernej bibliotece z polsko-żydowskimi historiami – nową intelektualnie, nie jest drastyczność opisywanych w niej historii, lecz jej nieoczywistość. Tuszyńska z autentycznym mozołem odcyfrowuje żydowski fragment swojej tożsamości. Ale to znaczy: właściwie czego?
Tragedia Holocaustu sprawiła, że zapominamy, iż kryzys żydowskiej tożsamości zaczął się u nas jeszcze na długo przed Hitlerem. W przedwojennej Polsce mieszkało kilka milionów Żydów. Czyli kilka milionów ludzi żyjących wedle zupełnie różnych wzorców kulturowych, często niepoczuwających się do żadnej wspólnoty, wręcz sobie niechętnych.
(…) Tuszyńska opisuje symetryczne historie swoich asymilujących się, ciążących ku polskości przodków: dziadka, jednej z ciotek. Albo matki, której już po wojnie nie przeszkadzały w miłości antysemickie wyskoki jej wybranka.

(..)Skarbem, który daje książka Tuszyńskiej, jest jej normalność. Pisarka pokazuje, że powtarzane konspiracyjnym szeptem historie ocalałych z Zagłady brzmią równie dobrze powiadane pełnym głosem, bez strachu.

Artur Cieślar

Poruszająca autobiografia i śledztwo we własnej sprawie, poszukiwanie sensu w przeszłości i prawdy w ludziach, którzy w większości już przeminęli. Tuszyńska ze znaną jej skrupulatnością wskrzesza świat, którego nie miała szansy dotknąć, smakuje go całą sobą, rekonstruuje, aby móć cieszyć się obrazem w pełni, obrazem Prawdy. Prawdy o sobie i swojej konstelacji rodzinnej, mocno zaiwkłąenj. Nie polecam do czytania w tramwaju, autobusie, pociągu, chyba, że ktoś lubi płakać w miejscach publicznych… Najpiękniejsza proza polska, jaką miałem okazję ostatnio czytać i bogata, i jednocześnie precyzyjna polszczyzna, tylko się uczyć.

Polityka, Katarzyna Janowska

W tej książce nie ma postaci ani historii czarno-białych, bo losy polsko-żydowskie nie są czarno-białe. Autorka obnaża swoją i swoich najbliższych słabość i strach. W 1968 r. jej matka odmawia noclegu kuzynce z dzieckiem, która zdecydowała się wyemigrować z Polski. Matka – Żydówka – nie chce, by ktokolwiek łączył ją z Żydami. A przecież w porównaniu z Polakami ukrywającymi Żydów w czasie wojny jej ryzyko było niewielkie – przypomina córka. Autorka książki wymiguje się od wystąpienia na konferencji, podczas której ma przemawiać jej żydowski kuzyn. Boi się, że wszyscy dowiedzą się, kim jest. „Rodzinna historia lęku” to pochłaniająca czytelnika, miejscami boleśnie szczera opowieść o odkrywaniu własnej tożsamości, o trudnej walce z nią i o niełatwym jej przyjęciu.

Rzeczpospolita, Michał Radgowski

Książka Tuszyńskiej jest dramatyczną opowieścią o życiu i śmierci, o lęku i przetrwaniu, o poszukiwaniu własnej tożsamości. "Niezwykle odważna osoba" - takie komplementy słyszy się wśród czytelników. A w czym miałaby się manifestować ta odwaga?
Po pierwsze w tym, że odsłania najbardziej osobiste i rodzinne tajemnice, że traktuje swych rodziców, dziadków, wujów itd. z ich zaletami, wadami, kompleksami, przeżyciami jak bohaterów prawdziwej powieści.
Po drugie, że podejmuje temat żydowskich i polskich korzeni swej rodziny, problemy podwójnego niejako dziedzictwa, nie ograniczając się bynajmniej do historii, lecz wkraczając zdecydowanie w bolesne i wstydliwe zakątki naszej dzisiejszej świadomości. Tuszyńska nie usłuchała przestróg pewnego przedwojennego dziennikarza, który pouczał kolegę: "Niech pan nigdy nie pisze o dwóch tematach: o Kościele i o sprawie żydowskiej, nikogo pan nie przekona, a zrobi pan sobie miliony wrogów, którzy panu zatrują życie". Ten prosty przepis mocno się zdezaktualizował, lecz przecież pewien osad obawy pozostał. Z biografii Tuszyńskiej wynika, że nie chciała epatować odwagą, lecz napisała ją z "musu", z potrzeby uporania się z własnymi problemami. A jednym z nich była "niepamięć" wyciskająca swe piętno na losie człowieka.
Bardzo wiele mówi geneza tej książki. Bo przecież nie powstała ona w "błysku natchnienia". Oto pierwsze słowa: "Ta książka jest we mnie od lat. Jak ta tajemnica. Od chwili, kiedy dowiedziałam się, że nie jestem tym, kim sądziłam, że jestem. Od momentu, kiedy moja matka zdecydowała się powiedzieć mi, że jest Żydówką". Nastąpił okres "schizofrenicznego rozdwojenia", niechęci czy niemożności ujawnienia tej "strasznej prawdy". A kiedy decyzja zapadła, reporterka wyruszyła w drogę - w przestrzeń i czas, by prześledzić losy własnej rodziny.
(…)książka Tuszyńskiej jest świetna literacko i daje satysfakcję najwybredniejszym czytelnikom. W jej pisarstwie zderzają się jakby dwie pozornie wykluczające się umiejętności: dokumentalistki bezbłędnie docierającej do faktów, miejsc, świadków, rodzinnych legend i opowieści oraz osoby obdarzonej niezwykłą wyobraźnią, która właściwie tworzy pewne postacie, oddaje ich przeżycia z dużą dozą prawdopodobieństwa. Tak więc dzięki odnalezionym, nieraz szczątkowym śladom zmarli i nieznajomi stają się żywi i bliscy. "Zostawili ślady, bo chcieli zostać odnalezieni" - i ta wiara udziela się czytającym.
Niesłychanie dużo dzieje się w tej biografii zaludnionej przez postacie wyraziste, a często osobliwe i skontrastowane, przez tych żydowskich i polskich przodków autorki, którzy przesuwają się przed nami w zmiennym porządku (a raczej nieporządku) czasów - jako ofiary i bohaterowie Holokaustu, cudownie ocaleni, miłośnicy i entuzjaści Polski Ludowej i jej wrogowie, robiący kariery i strącani z piedestału... Czasem wystarczy krótkie zdanko, byśmy poznali ich charaktery, a nawet role społeczne. "Prababka miała tylko ręce. Najbardziej ręce" i już wiadomo, o co chodzi. Albo inne: "Zamiast bukietów robiła kalosze". Tak rozstała się ze swymi marzeniami. Czy też "Ochrzczono mnie w prezencie urodzinowym".
Czy wolno wynosić na forum pisarstwa intymne rodzinne historie? To pytanie może zadać niejeden czytelnik. Zresztą stawia je również autorka. A odpowiedź może być taka: jeśli się tak umie myśleć i pisać - wolno, a nawet trzeba.

Odra, Magdalena Dunikowska

Spod pióra Agaty Tuszyńskiej powstał oryginalny autofresk polsko-żydowskiego XX-go wieku. Galeria postaci Rodzinnej historii lęku wystawia nam najnowszy Polaków portret własny. Wady rodzinnej kultury, strach przed obcym czy okazywana mu pogarda i agresja znajdują się na swych dawnych miejscach. Polscy Żydzi byli i są Polską. Taką właśnie, która zauważa dziś, że mieszka również w Nowym Jorku i Brukseli, po pół wieku zaistnienia we Wrocławiu i Szczecinie, Gdańsku… W szerokim świecie Agaty Tuszyńskiej nadal pozostaje ogromnie dużo przestrzeni na lęk. Dochodzić do człowieczeństwa z wielu horyzontów – ten proces dopiero się rozpoczął.